środa, 21 grudnia 2016

Ostatni gasi światło i światełko w tunelu, czyli zwięźle o sytuacji firm pożyczkowych

Jak tylko się dało starałem się nie prowadzić "politycznych" wpisów, choć polityka trzęsie rynkiem giełdowym od zawsze, tak przynajmniej do tej pory można było ją uznać za działanie w białych rękawiczkach - jako jeden z elementów gry giełdowej. Tak propozycja zmian w ustawodastwie dotyczącym firm pożyczkowych, a zwłaszcza lansowana forma jej przeprowadzenia budzi ogromny niesmak.

Od początku jednak. Przed kilkoma dniami rynek firm pożyczkowych oraz ich klienci usłyszeli o nowej propozycji zmian ustaw dotyczących ich działalności. Sprawa jest tym dziwniejsza, że przecież zaledwie kilka miesięcy temu weszła w życie aktualna ustawa potocznie nazywana antylichwiarską - za którą zgodnie głosowały wszystkie obecne siły parlamentarne w tym PiS.
Plaga niepewności i nieostrości prawa zatacza coraz szersze kręgi i wszystko wskazuje na to, że obecny rząd zabierze się za zmianę ustawy, za którą jeszcze niedawno sam gorąco agitował


Wydawać by się mogło, że debata nad tą gałęzią gospodarki została już gruntownie przeprowadzona i przy ogólnej zgodzie wypracowano  konsensus, uwzględniający wszystkie postulaty. Nowa propozycja przedstawiana jest w momencie, kiedy nie znamy praktycznie żadnych efektów zmian, które funkcjonują od... niespełna 10 miesięcy

W każdym razie w zakresie pożądanych zmian przewidzianych przez nowelizację prawa mówi się o konsekwencjach karnych dla nieuczciwych pożyczkodawców, nie stosujących się do limitów oprocentowania pożyczek. Z pewnością taki przepis uderza przede wszystkim w szarą strefę rynku pożyczkowego i zdecydowanie byłby na rękę znanym z Catalyst weteranom oraz oczywiście wpłynąłby na bezpieczeństwo samych klientów.

Jednak to co wprowadza zamieszanie to dalsza część ustawy, która ogranicza kolejny raz maksymalne koszta pozaodsetkowe od udzielenia pożyczki. W obecnym kształcie ustawy, która funkcjonuje zaledwie od marca tego roku firmy pożyczkowe zarabiały na podstawowej stopie procentowej (maksymalnie czterokrotność stopy lombardowej tj. 10%) oraz tzw. pozaodsetkowych kosztach kredytu, czyli tym co tak naprawdę wpływało na ostateczną wartość udzielonej pożyczki - słynne RRSO.

To właśnie ta druga składowa stanowiła główny zysk firm pożyczkowych. Koszty te mogły wynieść do tej pory 25% kwoty kredytu w pierwszym roku i kolejne 30% za każdy rok trwania umowy. Taki kształt wpłynął na dużo większą opłacalność udzielania pożyczek na 2-3 lata i niemal kompletne wyrugowanie ryzykownych "chwilówek". 

W ślad za tym wszystkie firmy pożyczkowe ruszyły do przedudowy oferty produktowej i dystrybucyjnej, usprawnienia procesu obiegu gotówki itd. Całość dzięki odpowiednio długim konsultacjom trwała miesiącami i dała branży czas na dostosowanie się. Można powiedzieć że firmy z Catalyst niemal w komplecie sprostały wymaganiom nowego otoczenia, co ich kolejne raporty finansowe tylko potwierdzają. Branża pożyczkowa ma się stabilnie.


Jeśli dana branża wskutek prawnego przeregulowania staje się nieopłacalna dla legalnych podmiotów, szybko jej miejsce  zastępują elementy z pogranicza prawa. Czy taki los czeka teraz firmy pożyczkowe?


Propozycja by koszty pozaodsetkowe ograniczyć do 10% za każdy rok trwania umowy powoduje, że zysk firm pożyczkowych może zostać ścięty nawet o 60%. Tak radykalna zmiana może doprowadzić do załamania się rynku i zapełnienia powstałej próżni przez szarą strefę gdzie jakiekolwiek zasady moralne nie istnieją

Co więcej mamy do czynienia - z resztą nie pierwszy raz - z gwałtem na systemie prawnym co z perspektywy obywatela stanowi dużo gorszą wiadomość niż tylko upadłość branży pożyczkowej - wprowadza się swoistą niepewność prawa, która dotyka już praktycznie wszystkich

Wciąż nie tracą na aktualności słowa Marka Twaina, że niczyje zdrowie, wolność ani mienie nie są bezpieczne, kiedy obraduje ParlamentOkazuje się że wystarczy w zaciszu przygotować projekt ustawy i następnie przepchnąć go z minimalnym ustawowym 14 dniowym vacatio legis by posłać do grobu całą gałąź gospodarki, wartą kilka miliardów złotych, a wraz z nimi losy i indywidualne historie właścicieli firm, ich pracowników, obligatariuszy oraz wprowadzić w kłopoty samych klientów. 

Niewiadomą pozostaje motywacja jaką kieruje się rząd przy planowanych zmianach - warto po raz kolejny przypomnieć, że ta sama ekipa miała okazję wykazać się przed rokiem przy głosowaniu obecnego kształtu prawa natomiast wtedy, takich poprawek PiS nie zgłosiło i co więcej głosowało niemal w całości za obecnymi przepisami.

Na szczęście ta nie do końca przemyślana ustawa spotkała się z masowym protestem przedstawicieli firm pożyczkowych, więc ostateczny kształt ustawy wciąż nie jest znany, a argumenty obu stron leżą na stole. Wciąż można liczyć na to, że przedstawiciele branży zostaną jednak dopuszczeni do konsultacji, a ich głos zostanie wysłuchany.

Co natomiast robić, gdy podobnie jak u mnie posiada się już walory obligacyjne konkretnych firm pożyczkowych? U mnie okazało się, że na chwilę obecną stanowią one niemal... 70% portfela obligacji. To jawne pogwałcenie zasady dywersyfikacji w moim przypadku stało w zgodzie z przekonaniem, że branża ta jest wolna od zagrożeń i wykręcając cały czas atrakcyjne marże posiada sporą poduszkę bezpieczeństwa, no i wciąż jako jedyna na Catalyst pozostaje wolna od defaultów.

Wydaje się jednak, że posiadając już te obligacje raczej nie trzeba obawiać zmian w nawet w przypadku najbardziej rygorystycznego wariantu. Spółki wciąż udzielają pożyczek na "starych" zasadach, przeważnie z okresem spłaty 2-3 letnim, więc kolejne raty odsetkowe w pełni winny zabezpieczać interesy obligatariuszy. W mojej ocenie dopiero po wygaśnięciu tych umów i zaznaczeniu się przewagi pożyczek na nowych zasadach mogą pojawić się potencjalne zagrożenia.


Wykres IPF (Provident) - nieco na wyrost zdołowany po wejściu w życie nowej ustawy doznał kolejnego ciosu po zapowiedzi kolejnej nowelizacji. Obecna cena akcji IPF to sygnał dla całej branży pożyczkowej. Choć przynajmniej na razie wróży on tylko obniżenie ekspansji, a nie totalne załamanie rynku.


Niemniej wciąż budzi to poważne pytania o zasadność wchodzenia w nowe emisje obligacji firm pożyczkowych. Zgodnie z omawianą teorią Dowa warto odnieść się do wykresów akcji, a te nie wróżą rozwoju branży czy chociażby stabilizacji jej na obecnym poziomie - jako, że rynek "zawsze wie lepiej" akcje lidera sektora, Providenta dość poważnie wyceniły ryzyko zmian prawnych.

Pewnym rozwiązaniem na obecny impas, który pozwoliłby inwestorom dalej czerpać z branży pożyczkowej jest możliwość nabywania praw majątkowych do pojedynczych pożyczek, udzielonych jeszcze według obecnego prawa 
Czy czerwony maluch przywiezie też korzystną ofertę dla kapitału inwestora? 

Co ciekawe takie rozwiązanie już funkcjonuje na rynku, więc nie zwlekając część kapitału przesunąłem właśnie w tym kierunku i tym sposobem rozpocząłem testy platformy, dzięki której de facto mogę samodzielnie udzielać pożyczek indywidualnym klientom! To całkowicie nowe podejście do inwestowania, przenoszące ryzyko inwestycyjne w całkowicie inne miejsce. 

Sam fakt że mamy w ręce konkretną umowę pożyczki, której jesteśmy jedną ze stron sprawi, że w praktyce zabezpieczamy się na wypadek nawet najbardziej absurdalnych pomysłów rządu. Czy to wystarczy by uznać to za efektywną alternatywę do obligacji, czas pokaże. Jednak już teraz zapraszam na poświąteczny artykuł z opisem własnych wrażeń z tego ekscytującego eksperymentu na żywej gotówce :)











3 komentarze:

  1. Aha.
    A czy przypadkiem, przypadeczkiem wszystkie te firmy nie refinansuja obligacji kolejnymi obligacjami? Których nikt już nie wykupi (patrz twój przykład).

    A czy ci lepsi klienci masowo nie uciekną do nowych tańszych pożyczek (branża będzie musiała zebrać dupy w troki i zacząć weryfikować pożyczkobiorców, zamiast dawać wszystkiemu co ma puls, bo przecież frajerzy płacący 300% rocznie wyrównają nam straty).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście że się (re)finansują obligacjami, lewarowanie nie jest niczym złym i robi to nawet Kruk - dla wielu synonim bezpieczeństwa. Nie wiem skąd założenie, że nikt tych obligacji nie wykupi - przypominam że te pieniądze już pracują na 12/24/36 miesięcznych pożyczkach.

      Zastanowiłbym się jedynie nad zasadnością nowych emisji i to po obu stronach: emitentów i inwestorów. Jeśli nowe prawo wejdzie w życie, firmy będą musiały zamiast polegać na obligacjach kumulować kapitał ze spłat już udzielonych pożyczek i tyle się zmieni - grunt żeby mieli czas na przestawienie się

      Kluczem do całej sprawy jest fakt, że powyższe zmiany mogą wejść tak naprawdę niemal natychmiast, wtedy nikt się na to nie przygotuje. Co prawda teraz konstytucją każdy wyciera sobie ręce, ale jest w niej zapis o "zasadzie pewności prawa". Wystarczyłoby go respektować i nie zmieniać przepisów, które samemu się kilka miesięcy wcześniej uchwalało.

      Usuń
  2. Pytasz o motywy proponowanych zmian. Znajdziesz je we wstępie do projektu ustawy. Niewątpliwie, jeżeliby zmiany weszły w życie w takiej formie, jak propozycja, to jest to koniec firm pożyczkowych. Również niektóre oferty bankowe "wypadną" z rynku, właśnie ze względu na limit kosztów.

    OdpowiedzUsuń