środa, 23 listopada 2016

Dzień dziękczynienia dla inwestorów - ważna lekcja z życia indyka

Dzisiaj nieco nietypowo zajmiemy się obcemu naszej tradycji święcie dziękczynienia, a raczej jednemu z jego obrzędów, które jak się okazuje również może przynieść ciekawą naukę dla inwestorów. Dzień dziękczynienia to jedno z najważniejszych świąt obchodzonych w Stanach Zjednoczonych, zawsze w czwarty czwartek listopada.

Święto stało się na tyle kultowe, że znalazło swoje ważne miejsce w światowej popkulturze. Trudno sobie wyobrazić osobę, nie znającej obrzędu spożywania przez Amerykanów dań z indyka... których co roku idzie pod topór około 46 milionów tylko podczas "Thanksgiving day".

Dla wspominanego już przeze mnie we wcześniejszych artykułach Nicolasa Nassima Taleba, los indyka podczas święta dziękczynienia stał się alegorią ciężkiego żywota inwestora. Indyk ten sądny dzień zazwyczaj przypłaca głową, inwestor czasami stratą na niewykupionej obligacji. Historię życia indyka można prześledzić na wykresie "zadowolenia" poniżej:



Indyk wiedzie szczęśliwe życie do czasu aż... skończy na świątecznym stole

Żywot indyka przez większość czasu wygląda na raczej nieskomplikowany i bardzo bezpieczny. Kolejne dni schodzą mu na życiu w cieple i odliczaniu czasu do następnej pory karmienia, a kolejne porcje paszy tylko powodują narastanie jego zadowolenia. Na podstawie jego doświadczeń z przeszłości może wysnuć wniosek, że stan ten będzie trwał wiecznie - z niewiadomych przyczyn jakiejś obcej istocie zależy na dobrostanie Indyka, która go pieczołowicie karmi oraz poi, powtarzając swe czynności już od kilkuset dni.

Wówczas gdy nadchodzi apogeum zadowolenia z życia Indyka, następuje jednak środa - dzień przed świętem dziękczynienia - kiedy to swoją beztroskę przypłaca głową by następnego dnia znaleźć się na świątecznym stole. Poziom zadowolenia drastycznie, w ciągu jednej chwili spada do zera.

Powyższą historię w zmodyfikowanej wersji można przełożyć jak kalkę na żywot inwestora, zwłaszcza obligacyjnego. Znany wykres wystarczy uzupełnić o nowe dane.

Inwestor karmiony odsetkami i obietnicami Zarządu nie spodziewa się tego co może go czekać przy wykupie obligacji


Inwestor zapisując się na obligacje zostaje wpisany do klubu zadowolonych indyków. W przeciwieństwie do swojego kolegi po fachu - inwestującego w akcje czy kontrakty - zmuszonego do codziennego czytana wykresów oraz raportów żyje sobie w zadowoleniu i względnym bezpieczeństwie rentiera.

Gdy nadchodzi pora "karmienia" Inwestor otrzymuje swój kupon odsetkowy, co tylko zwiększa jego poziom zadowolenia i nieświadomości czyhającego ryzyka. Znowu pozytywne doświadczenia związane z terminowymi wypłatami odsetek za kolejne okresy czy informacje o dokonanych wykupach innych serii powodują, że uznaje swoją inwestycję za pewnik.

W końcu zbliża się dzień wykupu obligacji. To moment dnia dziękczynienia, kiedy indyk tracił swoją głowę, a inwestor swój majątek jeśli nie zadbał w czas przed możliwością ucieczki spod topora choćby poprzez okresowe sprawdzanie swoich inwestycji i składu portfela (wspomniałem o tym w artykułach: Zakupiłem obligacje... i co dalej cz. I oraz cz. II).

Najważniejszą jednak nauką, którą możemy wyciągnąć z życia indyków (czy raczej ich zejścia z tego świata) stanowi fakt, że jedyne dostępne inwestorowi narzędzia na podstawie których wysnuwamy wnioski co do powodzenia inwestycji - doświadczenie, historyczne wyniki, wykres giełdowy, sprawozdania finansowe - dotyczą jedynie zdarzeń przeszłych, a to co przed nami zawsze w jakimś stopniu pozostanie niepewne.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz