wtorek, 18 października 2016

Fikcja dywersyfikacji na Catalyst

Jak głosi stare porzekadło nie wrzuca się wszystkich jajek do jednego koszyka. Jest to prawda, którą zna każdy - nie tylko inwestor - ale to właśnie na rynku kapitałowym zalecenie to jest odmieniane przez wszystkie przypadki i powtarzane jak mantra przez każdego uczestnika.


Nie wkładaj wszystkich jaj do jednego koszyka


W świecie inwestycji nazywamy je dywersyfikacją i jest ono jedną z pierwszych definicji, którą każdy inwestor opanuje i będzie starał się z pasją realizować.  W założeniu rozbicie portfela na kilka-kilkanaście Spółek powinno umożliwić ograniczenie strat w przypadku upadłości jednego z emitentów i zachowanie zwrotu całego portfela na plusie.


Inwestując wyłącznie w obligacje jest to zadanie niezwykle karkołomne i przy wszystkich ułomnościach rynku Catalyst, często awykonalne. Raz, że borykamy się z trywialnym kłopotem braku płynności i nie wszystkie nasze oferty kupna uda się zrealizować.

Rynek ofert prywatnych też nie zawsze okaże się skutecznym rozwiązaniem. Część ofert z racji charakteru w jakim są przeprowadzane po prostu do nas nie dotrze. Pozostałe z powodu zaporowego progu inwestycyjnego mogą być przez nas odrzucone.

Jeszcze poważniejszym problemem jest fakt, że rynek Catalyst zdominowany jest przez trzy branże: bankową, wierztyelnościową (a obie można wliczyć do finansówki) oraz deweloperską. Bazując wyłącznie na powyższych sektorach trudno mówić o dywersyfikacji ryzyka.

Co więcej większość z firm na Catalyst jest pomiędzy sobą w tak zwanej "pozytywnej korelacji" co oznacza, że problemy np. deweloperki bardzo szybko pociągną za sobą kłopoty z sektorem bankowym, wytwórczym itd. Oczywiście na zasadzie kuli śniegowej, w dalszym etapie załamanie koniunkturalne dotknie też spożywkę, rynki pożyczkowe i usługowe. 

Oczywiście są też branże mające negatywną lub bardzo małą korelację między sobą, jak na przykład rynek usług użyteczności publicznej. Bardzo podobnie sprawa ma się z uwielbianymi na Catalyst windykatorami, które nie poddają się cyklowi koniekturalnemu lub jego osłabienie ma wręcz pozytywny wpływ. Przykładowy zakres korelacji przedstawia tabela poniżej.


Przykładowa tablica korelacji. Im niższy wynik tym mniejsza zależność między branżami


Co poza szukaniem owych korelacji może zrobić jeszcze inwestor by starać się zdywersyfikować portfel? Po pierwsze nie ulegać modzie na dywersyfikację, często źle zrealizowaną. Czasami lepszym rozwiązaniem będzie po prostu "wrzucić wszystko do jednego koszyka i obserwować koszyk"

Rozbicie portfela na 20-30 podmiotów nic nam nie da jeśli zrobimy to niedbale i np. połowa Spółek będzie pochodzić z tego samego sektora lub branż znajdujących się w korelacji między sobą. Co więcej przy takiej ilości podmiotów jeśli nie traktujemy inwestowania jako pracy na cały etat, nie będziemy w stanie należycie kontrolować (choćby okresowo) swoich pozycji.

Dobrym rozwiązaniem dla naprawdę sporego portfela są wszelkiego rodzaju inwestycje butikowe, cechujące się znacznie wyższym i trudniejszym do spełnienia wymogiem progu minimalnego, zazwyczaj od kwot 100-200 tys zł. Do wyboru są różnego rodzaju certyfikaty inwestycyjne Funduszy Zamkniętych. 

Ich główną różnicą jest fakt, że nabywamy tak naprawdę produkt, który stanowi istotę biznesu wielu firm notowanych na Catalyst. Nieformalnie stajemy się właścicielem części: portfela wierzytelności, nieruchomości, lub nawet całych biznesów jak w przypadku funduszy start-upowych. 
Schemat przetwarzania aktywów (pożyczek, wierzytelności, nieruchomości) w inwestycję dla klienta detalicznego


Owy produkt kupujemy nie fizycznie, ale właśnie w postaci certyfikatu co fachowo nazywa się sekurytyzacją. Kluczową przewagą jest fakt, że ryzyko leży zupełnie gdzie indziej niż w obligacjach i z założenia nabywamy od razu zdywersyfikowany produkt.

Przede wszystkim taki Fundusz cały czas zachowuje realną wartość aktywów, niezależnie od tego jakiego rodzaju one są, które w zależności od zapisów statutowych możemy umorzyć, a więc sprzedać po ostatniej wycenie. Nie ma mowy zatem o sytuacji jak w przypadku defaultu Spółki, że inwestor zostaje dosłownie z kawałkiem papieru, świadczącym o nabyciu obligacji.

Nasze ryzyko wiąże się głównie z tym, że owa wartość może ulegać pewnym wahaniom w zależności od skuteczności Zarządzającego. Czysto hipotetycznie realna jest sytuacja, że np. startupy będące celem inwestycyjnym Funduszu zostaną sprzedane z kilkusetprocentowym zyskiem a inne zakończą się całkowitą stratą. Sumarycznie jednak dalej nabywamy w samej swej istocie zdywersyfikowaną inwestycję, więc ryzyko dużej straty oraz ponadprzeciętnego zysku zostaje znacznie ograniczone.

Na zakończenie warto przyjrzeć się tej tematyce od strony wyników funduszy, choćby przez stronę portalu analizy.pl oraz oczywiście w bezpośredniej korespondencji ze mną do której zachęcam: bondspotter@gmail.com







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz