niedziela, 25 września 2016

Kontynuacja bloga Arkana Obligacji - czyli o czarnych łabędziach słów kilka

Dzięki uprzejmości Marcina (znanego jako Polcan), zostało mi powierzone dalsze prowadzenie bloga dotyczącego obligacji. Uważam to ze wszech miar dobrą decyzję, pomimo być może negatywnych odczuć wielu osób, które straciły znaczny majątek na podstawie wcześniejszych wpisów, ale wśród nich był przecież również sam Polcan! Choć jak to w życiu bywa zgodnie z zasadą: analiza wsteczna, zawsze skuteczna (albo mądry Polak po szkodzie) wielu czytelników własne porażki inwestycyjne przerzuciło wprost na autora. Coż, również do tego mają prawo!

Mam jednak nieodparte wrażenie, że większości defaultów Spółek prezentowanych na blogu nie sposób było przewidzieć już na etapie subskrypcji obligacji, gdyż mieliśmy do czynienia z typowymi "czarnymi łabędziami" o czym szerzej w kolejnym akapicie. 



Mimo to trzymając się naprawdę podstawowych założeń uważam, że dalej można było uzyskać dodatnią stopę zwrotu z inwestycji. Dlatego też będę się starał na blogu zawrzeć więcej informacji od strony stricte warsztatowej - często być może nudnej ze strony czytelnika, ale niezbędnej dla każdego kto nie zadowala się zyskiem oferowanym przez lokaty.


Nassim Nicholas Taleb - "Czanry Łabędź"


Wracając jednak do "czarnych łabędzi" terminu, którego w sensie ekonomicznym pierwszy raz użył Nassim Nicholas Taleb. Dotyczy on sytuacji, których nie sposób było przewidzieć dostępnymi narzędziami do analizy Spółki czy inwestycji, a mających kluczowy wpływ na jej powodzenie (dla przykładu za taki uchodzić może Brexit). 

Jak niełatwo się domyśleć, życie w tym również giełda są pełne tego typu zdarzeń co i tak utrudnia niezwykle czasochłonną sztukę jaką jest inwestowanie. Co więcej nastały czasy, gdzie takich zdarzeń będzie znacznie więcej dlatego dalej starannie wyselekcjonowane obligacje będą stanowiły najbezpieczniejszą formę inwestycji (definicja, która na blogu uległa dziwnej abberacji, co też będę starał się „odczarować”).

Oczywiście w kieszeni inwestora mamy cały arsenał metod pozwalających zwalczyć tę niepewność inwestowania, czego w moim odczuciu na tym blogu zdecydowanie zabrakło (poza dywersyfikacją, dodatkowo często źle rozumianą). Również ich przedstawienie, obok analizy konkretnych ofert będzie moim głównym celem na najbliższe wpisy. 


Tak naprawdę ryzyko w inwestowaniu tak jak i w życiu jest sprawą fenomenalną i wyłącznie z niego bierze się zysk/korzyść, więc jedyne co nam pozostaje to starać się je oswoić. Kto stara się z tym walczyć najlepiej niech z inwestowania w ogóle zrezygnuje i to jak najprędzej! (z życia raczej się tak łatwo nie da).

Na koniec jeszcze słów kilka na temat „naganiaczy” do których zapewne wielu z czytelników mnie czy też Polcana kwalifikuje. To również Wasze prawo, jednak trzeba mieć na uwadze, że cały świat zbudowany został z dwóch emocji, które go napędzają: strachu i chciwości. Pół biedy jeśli to one kierują wyłącznie Waszymi decyzjami inwestycyjnymi, gorzej jeśli dotyczy to tak kluczowych spraw jak wybór kostki masła, czy szamponu w supermarkecie. 



Strach i chciwość rządzą naszymi decyzjami konsumpcyjnymi i inwestycyjnymi

Dlatego też by uwiarygodnić swój własny "skład" postaram się w jednym z kolejnych wpisów przedstawić spółki, z których zbudowany został mój osobisty portfel inwestycyjny. Przy okazji postaram się przejść na "jasną stronę mocy" obnażając też sztuczki jakich dopuszczają się marketingowcy oferujący obligacje (zazwyczaj sami nie zainwestowali ani jednego grosza), tak by czytelnicy-inwestorzy sami byli w stanie samodzielnie wyłapać zastawione pułapki, jeszcze przed analizą konkretnej inwestycji.

Po kolejne wpisy i rozwinięcie moich myśli oraz po propozycje inwestycyjne zapraszam na mojego bloga o inwestowaniu: Pokój inwestora

2 komentarze:

  1. Szczerze to nie spodziewałem się już za wiele po tym blogu, tematyce obligacji, których nie darzę specjalną sympatią i teraz zmianie autora... Ale muszę przyznać, że doczytałem artykuł do samego końca, Co zdarza mi się rzadko, ze względu na poszanowanie własnego czasu ;)
    Także oficjalnie jestem zaintrygowany, styl Twojego pisania mi odpowiada, dobrze się to czyta, życzę wszystkiego dobrego i czekam na kolejne wpisy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zgadzam się z przywoływaniem Czarnego Łabędzia w opisywanych przypadkach. Przy odrobinie krytycznej i racjonalnej analizy można było przewidzieć, że są to ryzykowne inwestycje i mogą skończyć się wtopą. Czarny łabędź to zdarzenie całkowicie nieprzewidywalne.

    OdpowiedzUsuń